LIKUS I MESSALKA
Świeżo wyremontowane i odzyskujące charakter najbardziej reprezentacyjnego deptaka stolicy Krakowskie Przedmieście niespodziewanie wzbogaciło się o niezwykle elegancki lokal, a mianowicie „Likus Concept Store".
W oficynie kamienicy nr 16/18, tuż przy Uniwersytecie Warszawskim, otwarto kompleks składający się z restauracji, winoteki, delikatesów, plus jeszcze dwa butiki. Z wnętrzami o dyskretnej elegancji na wysokim poziomie. Wszystko w dawnych pomieszczeniach - na parterze, w piwnicy i półpiętrze - najbardziej znanej w stolicy łaźni zwanej „Pod Messalką", bo i cała kamienica taką nosiła nazwę.
A wzięło się to stąd, że tu właśnie mieszkała Lucyna Messal, niezmiernie popularna śpiewaczka i tancerka, wielka gwiazda warszawskiej operetki w okresie przedwojennym, zwana po prostu Messalką. Naprzód Messalką, a potem ochrzczona jej imieniem i działająca od 1909 roku łaźnia, i wreszcie znajdująca się w tymże miejscu, już za socjalistycznych czasów piwnica „Hades", w której przesiadywała cała uniwersytecka buntownicza studenteria oraz profesura, tworzyły w sumie klimat Warszawki. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wszystko to się zawaliło, kamienica zmarniała i dopiero teraz w to miejsce wchodzi nie kto inny, a znana krakowska familia hotelarzy i restauratorów Likusów. To im bowiem za ciasno zrobiło się pod Wawelem i ruszyli na podbój stolicy. Z własną, nową koncepcją kompleksu i stąd nieco obco brzmiącą w Warszawie nazwą.
Pod Wawelem czegoś podobnego nie ma. Likusowie dysponują w Krakowie małym imperium: hotelem „Stary" z restauracją „Trzy rybki", hotelem „Copernicus" z takąż restauracją i wreszcie słynnym hotelem „Pod różą" przy Floriańskiej z restauracjami „Amarone" oraz „Pod różą". No i jeszcze delikatesami na Rynku. W Warszawie stworzyli coś nowego. Jak im się ułoży?
Warszawa nie jest wdzięcznym miejscem dla restauratorów. Po pierwsze, duża konkurencja. Na samym królewskim trakcie, czyli Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu, nie sposób zliczyć barów, kawiarenek, piwiarń i restauracji, włącznie z taką fortecą sztuki kulinarnej, jak hotel „Bristol", gdzie króluje mistrz Okrasa. Nie liczyłem, ale jest tego ponoć setka! Po drugie, mało sympatyczny stosunek miejskiego fiskusa do gastronomii w ogóle. Wprawdzie co chwila powstają nowe knajpy, ale i co chwila bankrutują nie wiadomo z jakich powodów. Do tego stopnia, że czasem nie sposób nadążyć za przyczynami. Ot, choćby „El Corazone", stylowa hiszpańska restauracyjka w budynku Grupy Żywiec na Ochocie. Z reguły komplet gości, bo w tym gmachu mnóstwo białych kołnierzyków, dobre jedzenie i ciach, nagle po wszystkim.
Likusowie zainwestowali nie tylko dużo, ale i śmiało. Póki co tylko jednemu Krakusowi, a mianowicie Janowi Kościuszko udało się na warszawski grunt przerzucić swoją filię. „Chłopskie jadło" ulokowane na placu Konstytucji obok „Szwejka" trzyma się znakomicie. Inni nawet nie próbowali, bo „Hawełka" w Sejmie dla posłów i senatorów to zupełnie inna para kaloszy. Za „Likus Concept Store", które zamierza wpleść się w warszawską tradycję, przemawia nie tylko to, że Przedmieście Krakowskim się nazywa, ale propozycja wyrafinowanej kuchni. Wątróbki gęsie, homary, dziczyzna, trufle - wszystko super. Ale i ceny wysokie. Na huczne otwarcie zaproszono tłumy, ale na razie w restauracji pustawo. Może i dlatego, że wbrew szyldowi oraz markizie nad bramą kamienicy trudno trafić do znajdującego się w oficynie wejścia. Tu akurat zabrakło jakby zapraszającego konceptu. W planach jest wprawdzie i zupełnie nowa, ale zatwierdzona przez konserwatorów stylowa stara brama oraz remont podwórka. Powinno to w sumie przyciągnąć więcej gości i to nie tylko do obejrzenia starego basenu łaźni „Pod Messalką", zamienionego w zdobiący jeden z butików akcent, ale co najmniej do wypicia kawy lub kieliszka wina! Jak za dawnych czasów w „Hadesie"! Ja w każdym razie się piszę!