Polityka prywatności Mapa strony
Home O nas Nakład i dystrybucja Reklama Jak otrzymać Hurtownie dla cateringu Archiwum Kontakt
REPORTAŻ

Reportaż - Wrocław


Autor: Heidi Handkowska

Z WIZYTĄ WE WROCŁAWIU

Wrocław pod względem kulinarnym to niezwykłe miejsce. Zawikłane losy sprawiły, że poniemiecka historia i tradycja wymieszała się z tą z Kresów, a szczyptę innych smaków dorzucili przybysze z całej Polski. Stąd też całkiem niedawny pomysł, by obwołać miasto Kulinarną Stolicą Polski i organizować tu spotkania kapituły smaku, która raz na zawsze określi kanony tak swojskich Polakom dań, jak bigos czy żur. Wrocław może też rywalizować z Warszawą, Krakowem lub Poznaniem o palmę pierwszeństwa i miano gastronomicznej stolicy Polski.

Dawny Smak Wrocławia

Nasz spacer po wrocławskich restauracjach rozpoczynamy od zwiedzenia rynku miejskiego położonego w samym centrum miasta. Na ul. Kiełbaśniczej, w jedynej zachowanej XVI wiecznej renesansowej kamienicy napotykamy urokliwą Art Restaurację i Kawiarnię.

Restauracja składa się z czterech sal. - Kolorystyka wnętrz utrzymana jest w beżach, odcieniach szarości oraz piasku z popiołem. Sporo tu motywów roślinnych. Wyeksponowanie starych detali konstrukcyjnych przez wrocławską projektantkę, Renatę Jarodzką i wplecenie ich w nowoczesne aranżacje sprawia, że miejsce to nabiera niepowtarzalnego charakteru i przypomina restauracje z południa Europy - mówi Aneta Kala, PR Manager Art Hotelu..

Sala główna to serce lokalu. Składa się z dwóch części - sali restauracyjnej i antresoli, na którą prowadzą podobne jak na scenę w teatrze, drewniane schody z ręcznie wykonanymi metalowymi balustradami. Podłoga i sufit, podobnie jak w innych pomieszczeniach, wykonane są z drewna, które ociepla i scala wnętrze. A mnogość lamp dodaje pomieszczeniu przytulności. Wszystko to razem sprawia wrażenie pejzażu, który przed chwilą wyszedł spod ręki flamandzkiego mistrza. Znajduje się tu także drewniany bar, przy którym można skosztować kawy.

Druga sala to sala teatralno-bankietowa, przedzielona na dwie części przesuwanymi drzwiami. Większa część z fortepianem i znajdującymi się na suficie odrestaurowanymi XVIII wiecznymi legarami oraz oryginalnymi malowidłami na desce, sprawia wrażenie dawnego dworku szlacheckiego. Natomiast przylegającą do niej mniejszą salę upodobali sobie biznesmeni rozmawiający o interesach.

Sala ogrodowa to najbardziej magiczne miejsce restauracji. - Utrzymana jest w stylu włoskiego podwórza. Pełno tu zieleni - drzewa oliwne, laurowe. Na ścianach drewniane okiennice jak w altanie. Zamiast podłogi - mozaika z drobnej kostki brukowej wykonanej na wzór starej kostki z piaskowca. A na środku studnia szczęścia, wokół której pną się bluszcze - opowiada Aneta Kala, PR Manager Art Hotelu.

Atutem lokalu są nie tylko starannie zaprojektowane wnętrza, ale przede wszystkim bardzo urozmaicona kuchnia, w której znajdziemy nie tylko dania kuchni staropolskiej, ale także renesansowej włoskiej. Ciekawym punktem w karcie dań jest oferta pt.: Dawny Smak Wrocławia.

- Kuchnia dawnego Wrocławia jest jak jego historia - bogata i częściowo zapomniana, fascynująca i w wielu miejscach nie odkryta. Miasto znajdujące się na styku trzech kultur - polskiej, czeskiej i niemieckiej, przez te wszystkie wieki zrodziło niepowtarzalne, choć nieco zapomniane, smaki. Od dwóch lat pracuje nad przepisami sprzed 100 lat, które mnie zaskakują różnorodnością przypraw (gałka muszkatołowa, imbir, kardamon) i składników. Najciekawszym źródłem informacji jest książka Grzegorza Sobla „Przy wrocławskim stole" - opowiada Grzegorz Pomietło, szef kuchni Art Restauracji i Kawiarni od 14 lat.

W karcie dań znajdziemy takie smakołyki jak zupę orkiszową z klopsikami (14 zł), sałatkę z raków po wrocławsku (28 zł), karpia w bulionie luterańskim podanego z duszoną kapustą i gotowanymi ziemniakami (48 zł) i cielęcinę duszoną w żelu winno-owocowym podaną z marchewką z mandarynkami i purée ziemniaczanym (54 zł).

Kolacja z Marlin Monroe

Będąc na starówce warto zajrzeć do restauracji Pod Papugami przy ul. Sukiennice 9. To ulubione i stałe miejsce spotkań mieszkańców miasta jak i przyjezdnych. Życie toczy się tu od rana do nocy. Na poranną kawę przychodzą młodzi biznesmeni, na popołudniową wyskakują pracujący tuż obok urzędnicy Rady Miasta. Spotykamy tu także całe rzesze turystów, ekipy filmowe.

W tym kolorowym wnętrzu pełno kamer, fotografii aktorów, plakatów kinowych czy innych filmowych gadżetów. Motywem przewodnim wystroju jest jednak kino z okresu Marlin Monroe i Clarke`a Gable.

Wyjątkowy nastrój i klimat zapewniają nie tylko gustowne wnętrza, ale również grana na żywo każdego dnia muzyka - chill out, jazz, funky, soul czy blues. Natomiast w weekendy można posłuchać muzyki klubowej.

- Promujemy młode talenty. Dajemy im szanse występu, pokazania się przed publicznością. Po prostu zaistnienia - opowiada Tomasz Chodorowski, manager restauracji.

Restauracja Pod Papugami zgodnie z założeniami gospodarzy jest miejscem, gdzie można zjeść dania kuchni europejskiej z elementami śródziemnomorskiej. W menu znajdziemy, zatem smażoną pierś kaczki w sosie madera, podaną z wątróbką na grzankach, czerwoną kapustą i kluseczkami szpinakowymi (46 zł), grillowany filet z łososia, podany na szpinaku (36 zł) czy T-Bone stek podany z grilowaną cukinią (70 zł). Wszystkie potrawy przyrządzone są z dużym kunsztem i znajomością rzeczy przez szefa kuchni, Roberta Woźniaka.

- Najważniejsza jest jakość produktów, które wykorzystujemy w kuchni. Dlatego klienci mogą cieszyć się od 10 lat doskonałymi i niepowtarzalnymi smakami i mają pewność, co do jakości potraw serwowanych w naszej restauracji. Jako jedni z pierwszych we Wrocławiu zaczęliśmy serwować sałatki jako samodzielne dania. Można zjeść np. sałatę z wątróbkami drobiowymi czy sałatę z kurkami i kozim serem. Wśród deserów wart uwagi jest creme brulee - opowiada Robert Woźniak, szef kuchni.

Najładniejszy widok na knajpkę jest z pięterka przy balustradzie. To miejsce dla wszystkich, którzy oprócz dobrego jedzenia lubią niebanalne wnętrza. Latem można dla odmiany usiąść w malowniczym ogródku z widokiem na Rynek.

Restauracja w wieży

Poza okolicami starówki warto zajrzeć do Wieży Ciśnień, restauracji, która znajduje się na skrzyżowaniu alei Wiśniowej i ul. Sudeckiej. Wybudowana w stylu neogotyckim z elementami secesyjnymi świetnie wpasowywała się w klimat zabudowy tej części miasta.

- Na podstawie Pro Studio Joanny Woziwodzkiej- Zdybek przekształciliśmy ją w kompleks restauracji o nazwie "Wieża Ciśnień". Prace zakończyliśmy ostatecznie w połowie września 2005 roku. Ze środka został wycięty i wyjęty w częściach uszkodzony zbiornik, a gościom udostępniliśmy - jak dotychczas - cztery poziomy. Ciągle niedostępnych jest siedem kondygnacji umieszczonych w miejscu starego zbiornika oraz galeryjka widokowa. Wieża zbudowana z czerwonej cegły, jest jednym z pierwszych w Europie obiektów budownictwa wodociągowego o konstrukcji ażurowej. O tym, że obiekt był związany z wodą, przypomina fontanna z rzeźbą zdobiąca dolną kondygnację. Wnętrza utrzymane są w surowym stylu. Dużo drewna, kamienia i miedzi. Jest to uzasadnione tym, że wieża to dawny obiekt przemysłowy - mówi Ewa Morisson, prokurent obecnego właściciela wieży, spółki Stephan Elektronik Investment.

W zabytkowych wnętrzach wieży ciśnień z początku XX wieku, zaprojektowanej przez Karla Klimma na parterze działa czynne od godziny ósmej rano Bistro Cafe, gdzie można napić się kawy i herbaty oraz zjeść śniadanie czy szybki obiad. Codziennie serwowane jest też danie dnia za 12,90 zł. Na szczególną jednak uwagę zasługują ciasta pieczone na miejscu, według starych domowych receptur. Np. pączki w karnawale wg receptury Jolanty Radziwiłowicz utrzymują świeżość aż przez 8 dni. Natomiast w eleganckiej sali na piętrze z witrażami na suficie odbywają się rozmaite imprezy od wesel po komunie. Do dyspozycji gości jest także kameralny gabinet nadający się do zorganizowania business lunchu dla 8-10 osób. W restauracji na drugim piętrze reżyserem kulinarnego spektaklu jest szef kuchni - Jacek Kempa, mistrz świata w grillowaniu. Zdominował on również czwarty poziom, czyli letni taras, otwierany dla gości od maja do września. Tylko tam można spróbować, jak smakuje mięso z grilla podane w prawdziwie mistrzowskim stylu.

Kuchnia oparta jest na tradycyjnych recepturach. W bogatym i różnorodnym menu znajdziemy, zatem wiele klasycznych czy nawet popularnych potraw. Wszystkie jednak przyrządzone są z dużym kunsztem i znajomością rzeczy.

Na początek warto skosztować wątróbek dorszowych smażonych z kurkami podanych na blinach ziemniaczanych z wiejską śmietaną i kawiorem (35 zł). Inną lżejszą i bardziej delikatną przystawką jest grillowany oscypek, podany na glazurowanych w miodzie gruszkach podpalanych żubrówką z konfiturą z pigwy i wilczego chrzanu (28 zł).

Trzeba też spróbować barszcz z buraków marynowanych w nalewce majerankowej, gotowany na wędzone z szalotkami podany z pierożkami z oscypkiem i wiejską śmietaną czy też polędwicę wieprzową pieczoną w całości - faszerowaną oscypkiem, ułożoną na kapuście z rydzami i kminem, podaną z kluseczkami śląskimi w sosie z wędzonych jabłek (49 zł). A na deser oczywiście jabłecznik na ciepło z lodami cynamonowymi i budyniem z żubrówki (19 zł) lub tort malinowy z satay'em z melona i lodami porzeczkowymi (19 zł).

Karta dań dwa razy do roku ulega zmianie (wiosna-lato i jesień-zima), aby wciąż zaskakiwać smakoszy i spełniać najbardziej wyrafinowane oczekiwania kulinarnych gości. Co miesiąc wprowadzana jest również wkładka tematyczna do menu np. w styczniu „Smaki dawnej Rosji", a w lutym „Afrodyzjaki - kto nie wierzy, niech spróbuje dania z wieży".

- Menu z reguły dostosowujemy do preferencji gości, uwzględniamy to, o co najczęściej pytają i to, co chcieliby zjeść. W kwietniu i maju na pewno pojawiają się szparagi, w czerwcu - świeże truskawki, a we wrześniu - kurki, borowiki, maślaki, rydze czy podgrzybkami. Od października częściej dziczyzna. Również na życzenie gości przygotujemy każdą potrawę, ale oczywiście w ramach zdrowego rozsądku z produktów, które posiadamy - opowiada Ewa Morisson.

Restauracja czynna jest od godz. 12 do ostatniego klienta. Nadaje się świetnie na kolację przy świecach jak i spotkanie biznesowe.

Jest to także restauracja przyjazna dzieciom. W niedzielę na najmłodszych gości czeka od 12 do 17 wieżowa niania. - Każdy, kto ma ruchliwą pociechę wie, że przy stole dzieci się nudzą. Dlatego często się zdarza, że maluchy wędrują po sali, zaczepiają gości, śpiewają i głośno domagają się uwagi dorosłych. Takie zachowanie jest jednak niedopuszczalne. Dlatego u nas dzieci mogą pobawić się z nianią, a rodzice spokojnie zjeść posiłek - dodaje Ewa Morisson.



Galeria






Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Restauratora 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!