KULINARNIE W BARTOSZYCACH
Od majowego numeru „Poradnika Restauratora" rozpoczynamy rajd po kulinarnych zakątkach Polski. Chcemy pokazać plusy i minusy branży gastronomicznej w danym regionie kraju. Będziemy opisywali restauracje, poznawali ich właścicieli, a także szefów kuchni. Tym razem odwiedziliśmy położone na samym krańcu północnych Mazur malownicze miasteczko Bartoszyce. Zarówno tranzytowe położenie miasta na trasie Warszawa - Olsztyn - Kaliningrad, jak i stale rozwijająca się turystyka, udowadniają słuszność decyzji o prowadzeniu właśnie tu obiektów gastronomicznych.
W samym centrum Rynku Starego Miasta na Placu Konstytucji 3 Maja 5 w odrestaurowanej, zabytkowej kamienicy tuż przy dwóch najważniejszych miejskich zabytkach: XIVwiecznej Bramie Lidzbarskiej oraz pochodzącym z tego samego okresu Kościele p.w. Św. Jana Ewangelisty znajduje się hotel i restauracja Bartis. Nazwa hotelu ma ścisły związek z historią Bartoszyc. - Barcja należała do najżyźniejszych krain dawnych Prus. Rozwijało się tu rolnictwo i pszczelarstwo, zwane bartnictwem od staropruskiego słowa „bartis" (po polsku barć). I stąd nazwa - mówi Marta Kargul-Januszewska, dyrektor hotelu. Placówka ta w tym roku obchodzi dziesięciolecie istnienia. Będzie to wyjątkowo miły jubileusz. Hotel bowiem w czerwcu otrzyma czwartą gwiazdkę. - Byliśmy przekonani, że to świetna lokalizacja, która może być motorem naszego sukcesu. I jak się później okazało, mieliśmy rację. I dzięki temu, choć rynek bartoszycki nie należy do najłatwiejszych, nam się udało. Przed wojną także znajdowała się tu restauracja hotelowa - mówi Marta Kargul-Januszewska. Na pierwszym piętrze w eleganckich secesyjnych wnętrzach mieści się restauracja kominkowa na 50 osób. Restauracja jest bardzo atrakcyjna nie tylko ze względu na wystrój wnętrz, ale i z powodu cen, niezwykle przystępnych. W karcie dań, za sprawą szefa kuchni Artura Piwowarczyka, który 7 lat spędził w Rzymie, dominuje kuchnia śródziemnomorska. W menu odnaleźć można także potrawy regionalne oraz dziczyznę. Ciekawymi propozycjami z karty są m.in. kaczka na miodzie z jabłkami, T-Bone stek z delikatnej wołowiny podawany z sosem, udo gęsi czy delikatny krem tiramisu lub gruszki na ciepło „Piękna Helena". - Bartis to typowa restauracja z dobrą aczkolwiek niewydumaną kuchnią adresowaną do każdego. Średnia cena dania to ok. 40-60 zł - mówi Artur Piwowarczyk. Interesującą częścią kompleksu Bartis jest kawiarnia, którą zaprojektowała właścicielka. Kawiarnia stylizowana jest na wnętrza przedziału kolejowego. W ciemne dębowe boazerie wkomponowane są cztery iluzjonistyczne okna wagonu pasażerskiego z widokami na: wieżę Eiffla w Paryżu, Bazylikę Św. Piotra w Rzymie, Bramę Brandenburską w Berlinie oraz Plac Czerwony w Moskwie. Od maja przed hotelem działa też pełen zieleni kameralny ogródek na 80 osób, w którym można delektować się pyszną kawą. A za rok powstanie całoroczny ogród zimowy - szkło i drewno - na 150 osób. Bartoszyce są znane z zabytkowych spichlerzy. Pochodzą one z przełomu XVIII i XIX wieku i świadczą o dawnym znaczeniu miasta w handlu zbożem. Dzisiejsze przeznaczenie tych budynków to obiekty użyteczności publicznej. Wychodząc z hotelu Bartis, po drugiej stronie ulicy - Strzeleckiego 2 - właśnie w spichlerzu znajduje się wyremontowana restauracja i hotel Spichlerz. Budynek położony jest w zacisznej uliczce w niedalekiej odległości od urzędów, placówek handlowych oraz rzeki Łyny i Parku Elżbiety. Na dwóch poziomach w klimatyzowanych salach restauracyjnych serwowane są posiłki w formie stołu szwedzkiego. - Codziennie zmieniane jest menu. Różnorodność serwowanych potraw i bogactwo smaku zadowoli chyba najbardziej wymagającego klienta. Polecamy szczególnie żeberka w sosie miodowo-czosnkowym z ryżem i chrupiącymi warzywami lub piersi drobiowe faszerowane musem borowikowym w płaszczu z szynki parmeńskiej z ziemniakami Gratin i glazurowaną karotką, a także krem czosnkowy z owocami morza i prażonymi migdałami. Średnia cena dania to ok. 12-30 zł. A latem zapraszamy do sezonowego ogródka, idealnego miejsca na romantyczną kolację - opowiada Mirosław Fabucewicz, który od roku jest właścicielem Spichlerza. Spacerując dalej po mieście napotykamy w bocznej uliczce - Bema 11 - odchodzącej od bartoszyckiego rynku kolejny XVIII w. spichlerz. Mieści się tu restauracja państwa Ireny i Ryszarda Suberlaków o swojskiej nazwie Stodoła. W 1990 roku Stodoła przyjęła pierwszych gości. Króluje tu kuchnia polska z silnymi akcentami kresowymi, np. kołdu ny w maśle. Wnętrze jest drewniane, belkowane. Ryszard Suberlak jest znanym w regionie miłośnikiem staroci i właśnie tu wyeksponował dużą część swojej kolekcji. Na ścianach z ciemnego drewna wiszą, leżą, stoją drewniane łyżki, żelazka z duszą, naftowe lampy, drewniane tarki do prania i kołowrotki. Opuszczając już Bartoszyce, kilometr na południowy wschód, nieopodal drogi do Kętrzyna wznosi się klasycystyczny dwór z XIX w. - Dworek Dębówko - od 3 lat własność państwa Jadwigi i Jana Jeżewiczów. - Majątek ziemski powstał tu stosunkowo późno, gdyż dopiero w pierwszej połowie XIX w. W latach dwudziestych obejmował zaledwie 142 ha ziemi i należał do rodziny Teicher. Z dawnych czasów zachował się dwór z aleją dojazdową, pozostałości parku i zabudowań gospodarczych. Po odrestaurowaniu tej części, wybudowaliśmy w tym samym stylu jeszcze hotel. Na wieży mieści się apartament dla nowożeńców- opowiada Jadwiga Jeżewicz. Do dyspozycji gości są dwie sale - bankietowa i taneczna. Restauracja serwuje specjały kuchni regionalnej, staropolskiej. - Nasi goście przyjeżdżając tutaj oczekują konkretnej kuchni. Stąd w naszym menu: pasztet cielęcy z wędzonką i borowikami na maśle, dworski kotlet Pana Sapiehy przeplatany wędzonką i kiszeniakiem, strogonoff wedle starej ukraińskiej recepty, sandacz pieczony w omlecie z przepiórczych jajek i kopru czy pierogi z cielęciną hrabiny Tyszkiewiczowej pieczone na chrupko. Wykorzystujemy stare przepisy i receptury, transformując je nieco i dopasowując do bardziej wyrafinowanego kulinarnego gustu współczesnego konsumenta. - Restaurację, jak i kuchnię obsługuje niewielka liczba osób. Ale to wystarcza. A poza tym to zgrany i bardzo zorganizowany zespół. Szefem kuchni jest Krzysztof Sobierajski - opowiada Jadwiga Jeżewicz. W piwnicach znajduje się natomiast sala kominkowa i bilardowa, a także winiarnia i sklep-spiżarnia wyrobów własnych (wędliny i marynaty). Można tu również obejrzeć wspaniałe kolekcje antyków zbieranych przez pokolenia kolejnych właścicieli dworku. - Dworek Dębówko to również dobre miejsce do organizowania imprez plenerowych. W ogrodzie do dyspozycji gości mamy bardzo dużą altanę, tzw. letnią karczmę. Organizujemy też jarmarki, pikniki czy biesiady dworskie. Silne strony wyróżniające Dworek wśród konkurencji to nie tylko sprawna obsługa, ale także gustowna i niepowtarzalna aranżacja oraz wyszukane, bogate menu. Już na początku swej działalności państwo Jeżewiczowie postawili na jakość i wysokiej klasy produkty. - Bolączką dzisiejszych restauracji jest to, że niemal we wszystkich można znaleźć bardzo podobne menu. A nam zależało na stworzeniu lokalu, w którym kuchnią można się bawić - dodaje Pani Jadwiga.
fot. Restauracja i Hotel Spichlerz (5) - Ewa i Tomasz Pisarscy